Najnowsze wpisy »

Mamed Chalidow o Joannie Jędrzejczyk

Mamed Chalidow w samych superlatywach wypowiedział się na temat zwycięskiej walki Joanny Jędrzejczyk. – To zdecydowanie największy sukces w historii polskiego MMA – uważa gwiazda KSW.

Pochodzący z Czeczenii zawodnik jest pod wielkim wrażeniem osiągnięć swojej klubowej koleżanki, która na gali UFC 185 w Dallas pokonała przez techniczny nokaut w drugiej rundzie Carlę Esparzę i zdobyła mistrzowski tytuł.

- To największe osiągnięcie nie tylko w historii naszego klubu, ale również w historii polskiego MMA. Zdobycie pasa mistrzowskiego federacji UFC to przecież marzenie każdego zawodnika trenującego mieszane sztuki walki – powiedział dla SportoweFakty.pl Mamed Chalidow.

Zawodnik Arrachionu Olsztyn od początku był przekonany, że robiąca furorę za oceanem Joanna Jędrzejczyk wróci do kraju z pasem mistrzowskim. - To profesjonalistka, która wie, czego chce. Wiedziałem, że stać ją na pas, bo wiem, jak ta dziewczyna ciężko trenuje i ile z siebie daje na zajęciach. To kompletna zawodniczka, która na treningach obija naszych chłopaków. Sam czasem z nią sparuje - dodał 34-letni wojownik walczący dla federacji KSW.
Czeczen z polskim paszportem żałuje jednak, że olsztynianka znacznie bardziej jest rozpoznawalna w Stanach Zjednoczonych niż we własnej ojczyźnie.
- Szkoda, że polskie media tak przemilczały ten sukces. Bardzo nad tym ubolewam. Pierwszy raz w historii Polak walczył o pas mistrzowski UFC, a w mediach cisza. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Fakt, że żadna telewizja w kraju tego nie transmitowała nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Asia zasługuje na rozgłos – zaapelował najpopularniejszy zawodnik MMA w Polsce.

źródło: sportowefakty.pl/Konrad Kaźmierczak

Mamed Chalidow, mistrz mieszanych sztuk walki (MMA), który przyciąga na gale KSW tłumy fanów. W 1994 roku po wybuchu wojny z Rosją jego rodzina musiała uciekać z Czeczenii. Trzy lata później Mamed przyjechał do Polski i rozpoczął studia na uniwersytecie w Olsztynie. Tu zaczął trenować w klubie Arrachion. Po kilku latach ciężkiej pracy został mistrzem MMA. Jak sam mówi, dobre zarobki zaczęły się dopiero 4-5 lat temu, wcześniej „trzeba było do tego interesu dokładać”. Ma dwóch synów i żonę Ewę. Jest muzułmaninem.

Mamed Chalidow i szef federacji KSW Maciej Kawulski

Mamed Chalidow i szef federacji KSW Maciej Kawulski

Po ostatniej walce z Brettem Cooperem na KSW 29 przeszedł Pan poważną operację kręgosłupa. Jak się Pan czuje?

Już jest OK. Trochę mam jeszcze sztywny kark, ale wkrótce rozpoczynam treningi. Mam nadzieję, że pod koniec tego roku będę mógł wrócić do walk.

To nie był drobny uraz. Podczas walki z Cooperem narażał Pan życie i zdrowie?

Może nie życie, ale faktycznie, to nie było mądre. Ta kontuzja nasiliła mi się miesiąc przed walką na KSW 29. Bolały mnie plecy, w końcu zrobiłem rezonans. Lekarz powiedział: „tragedia, cały rdzeń kręgowy jest zaciśnięty”. Wytłumaczył, jakie jest ryzyko – mogę zostać sparaliżowany od szyi w dół. Jednak zdecydowałem się na walkę z Cooperem, wszystko było zakontraktowane, dwa miesiące przygotowań za nami, szkoda było to zostawić.

Podczas walki nie był Pan sobą.

To prawda, fizycznie byłem słabszy, czułem się nieswojo, walczyłem asekuracyjnie. Dzięki Bogu udało się wygrać.

Co powiedziała żona? Ta walka to było poważne ryzyko.

Na początku wszystko trzymałem w tajemnicy, o kontuzji wiedziałem tylko ja i mój rehabilitant. Kiedy przyznałem się żonie, powiedziała: „wiesz, że nie musisz tego robić”. Przed walką przeżywałem katusze, nie mogłem spać… Na szczęście wszystko jest już za mną, a operacja się udała.

Sport to zdrowie? W tym przypadku raczej nie…

Jeśli robimy to rekreacyjnie, to jest to zazwyczaj zdrowe. Zawodowe uprawianie sportu często niszczy organizm, siadają stawy, kręgosłup… Trzeba to robić mądrze.

Zazwyczaj trenuje Pan sześć razy w tygodniu. Jak Pan się czuje, kiedy – tak jak teraz – nie może tego robić?

Ogólnie czuję się źle. Sport to dla mnie uzależnienie. Chciałbym już zacząć trenować. Na razie siedzę przed komputerem i oglądam walki innych w necie.

Co jeszcze zajmuje Panu czas?

Odpoczywam, chodzę na rehabilitację. Mam kilka biznesów, m. in. myjnię samochodową, promuję też napój energetyczny. Bardziej mnie to jednak męczy niż ciężkie treningi.

A wybiera się Pan 21 lutego na KSW 30 do Poznania?

Tak, będę m. in. kibicował mojemu kuzynowi Asłambekowi.

Asłambek Saidow jest w trudnej sytuacji. Został oskarżony o wymuszanie haraczy i wypuszczony z aresztu za kaucją. Sprawa jest w toku. To musi być dla niego duże obciążenie psychiczne przed walką.

Asłambek jest w dobrej formie. Nie ma obciążenia psychicznego, bo rozprawa w sądzie jest dopiero po walce na KSW. Asłam został wrobiony, wiem, że jest niewinny i będziemy walczyć o prawdę. Mam nadzieję, że sędziowie zechcą nas wysłuchać i zwycięży sprawiedliwość. Niestety, na razie udowadnianie tej prawdy to walka z wiatrakami. Wcześniej oglądałem takie sprawy w telewizji. Teraz nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. I to w Unii Europejskiej!

Zmieńmy temat. Urodził się Pan w Groznym w 1980 roku, dziadek i ojciec byli młynarzami. Jak to się stało, że zaczął Pan uprawiać sporty walki?

Kuzyn uprawiał karate, poza tym w rodzinie nie było sportowców. Jako dzieciak fascynowałem się Brucem Lee, miałem 13 lat, kiedy zacząłem uprawiać sporty walki. Nasz trener Dałudow Rizwan był dla nas jak ojciec. Uczył nas, jak się modlić, jak czytać Koran. Pilnował, żebyśmy się uczyli. Powtarzał, że trening to nie wszystko, że liczy się też głowa.

W 1994 roku wybuchła I wojna czeczeńska. Dziadek zdecydował, że trzeba uciekać z kraju.

Wokół nas była śmierć, świstające bomby… Teraz patrzę na to jak na zły sen. Na całym świecie dzieją się takie rzeczy, ostatnio na Ukrainie. To politycy czynią zło, a zwykli ludzie muszą przez nich cierpieć.

Nigdy nie miał Pan żalu do Rosjan, że zaatakowali Wasz kraj?

Do Rosjan nie, ale do rosyjskich polityków już tak. Przecież Rosjanie też cierpią przez wojnę, zarówno żołnierze, którzy muszą walczyć na froncie, jak i biedni ludzie, którzy chcą normalnie żyć. Moi rodzice mieszkają w Rosji i opowiadają, że przez embargo wprowadzone przez inne kraje wzrosły tam ceny niemal na wszystko.

W 1997 roku przyjechał Pan z grupą Czeczenów do Wrocławia. Początki w Polsce nie były łatwe.

To był dla mnie szok. Chodziłem po mieście jak zombie. Tęskniłem za domem. Tu był obcy język, kraj, kultura, a ja miałem zaledwie 17 lat. Na szczęście wszyscy w Polsce byli dla nas bardzo życzliwi. W Rosji działała propaganda, że Czeczeni są najgorsi i niemal na każdym kroku musiałem bić się o honor. Natomiast Polacy dosłownie nosili nas na rękach. Okazało się, że wcale nie jesteśmy czarnymi owcami. To pomogło mi przetrwać ten trudny czas.

Ale kiedy pojechał Pan do domu na ferie, to nie chciał Pan wracać do Polski. Mimo że studiował Pan już wtedy zarządzanie i administrację w Olsztynie.

To prawda, zadzwoniłem do mamy, powiedziałem, że nie chcę już wracać do Polski, a ona na to, że dobrze. Potem rozmawiałem z wujkiem i ojcem. Powiedzieli: „jesteś mężczyzną, jak coś zacząłeś, to skończ”. To wystarczyło. Zostałem i teraz nie żałuję.

Jak wspomina Pan studenckie czasy? Dużo imprezowaliście?

Mieszkaliśmy z innymi kolegami z Czeczenii w akademiku w Olsztynie. Mieliśmy fajną kierowniczkę, panią Anię, byliśmy jak rodzina. Ja tam po imprezach nie chodziłem.

Koledzy z Polski nie namawiali: „z nami się nie napijesz?”

Jakoś nie. Zresztą nigdy nie czułem tych studenckich imprez. To w Olsztynie zacząłem ponownie trenować sztuki walki. Chciałem być w formie.

Pracował Pan też jako ochroniarz. Często zdarzały się bójki?

Nie, raz czy dwa trzeba było kogoś wyprowadzić z klubu. Niektórzy po pijaku rzucali się do nas z pięściami, ale nie było jakichś poważnych sytuacji.

Na przełomie 2003/2004 roku w Olsztynie powstał klub Arrachion. Zaczął Pan trenować na poważnie. I dostał Pan niezłą lekcję.

Pierwsze trzy poważne walki na Litwie były w plecy. Nie wytrzymywałem kondycyjnie. Uczyłem się na błędach, uczyli się też moi trenerzy. Po trzeciej porażce chciałem zrezygnować, ale trenerzy powtarzali: „trzeba umieć się podnieść”. To była ważna lekcja.

Skoro jesteśmy przy walkach, to dlaczego nie chce się Pan zmierzyć z innym mistrzem KSW – Michałem Materlą? Promotorzy i fani naciskają.

A kto to jest Materla? (śmiech) A tak na poważnie, to z Michałem znamy się od wielu lat, nie potrafilibyśmy się ze sobą bić. Z przyjacielem się nie walczy.

Jest Pan muzułmaninem. Na każdym kroku podkreśla Pan, że Polacy są bardzo tolerancyjni.

Nigdy nie spotkały mnie w Polsce żadne przykrości z powodu mojego wyznania. Żyję według swojej religii, która jest religią pokoju i szanuję innych ludzi.

Ale kiedy Pana żona przyznała w mediach, że przeszła na islam, w internecie pojawiło się dużo agresywnych komentarzy pod jej adresem. Zabolało to Pana?

Żona przeszła na islam, bo tego chciała. To wybór każdego człowieka. Co do tych komentarzy… Kiedy chrześcijanin chleje, robi złe rzeczy, ja tego nie oceniam. Bóg nas będzie osądzał, ja nie mam do tego prawa. Poza tym zajmuję się swoim życiem.

Żona jest z Panem na niemal każdej walce. Jak reaguje na te śliczne fanki albo roznegliżowane dziewczyny, które pojawiają się w ringu?

Jakie dziewczyny? Ja patrzę tylko na żonę. Ewa cały czas mnie wspiera, bierze udział w przygotowaniach do walk, mówi, co mam zjeść, pilnuje mojej diety. Stoi za mną murem. Sam nie byłbym w stanie nic osiągnąć. Jest Bóg, żona i wiele innych osób, dzięki którym zwyciężam.

A kto rządzi w domu? Żona czy Pan?

Dzieci rządzą, mam dwóch synów. Straszne z nich rozrabiaki.

Starszy syn potrafi już podobno zrobić „gilotynę”, czyli duszenie. Pójdzie w Pana ślady?

Raczej nie, chociaż ma dopiero 7 lat i jeszcze może się zmienić. Na razie jest zafascynowany Supermanem czy Spider-Manem. Młodszy wydaje się bardziej bitny. Tylko się obudzi, to już rękawice zakłada. Zna nie tylko „gilotynę”, ale i dźwignię potrafi założyć.

Pewnie pójdzie Pan z nimi do kina na „Asterixa i Obelixa. Osiedle bogów”. Razem z Mariuszem Pudzianowskim podkładaliście do tego filmu głosy. „Pudzian” podobno nawet płakał?

Tak, płakał i jęczał. Walczymy razem w tym filmie. Chociaż jestem mniejszy, spuściłem mu niezły łomot.

W prawdziwym ringu też tak kiedyś będzie?

No pewnie, „Pudzian” będzie jeszcze płakał (śmiech).

Rozmawiała Mariola Szczyrba/ źródło warszawa.naszemiasto.pl

Mordercze treningi Mameda Chalidowa. Zobaczcie jak na co dzień trenował najlepszy zawodnik MMA w Polsce.

Federacja KSW pragnie zaprosić wszystkich kibiców na „Dzień z Gwiazdami KSW”, który odbędzie się w piątek, 20 lutego, o godzinie 16:00 w Sali Ziemia na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Wstęp wolny.

Wydarzenie rozpocznie się oficjalną ceremonią ważenia uczestników sobotniej KSW 30: Genesis. Następnie podczas specjalnej prezentacji ujawnione zostaną nazwiska bohaterów kolejnej gali – KSW 31.

Ostatnią częścią będzie strefą fana z największymi gwiazdami Federacji. Na spotkaniu z kibicami KSW pojawią się m.in. Mamed Khalidov, Mariusz Pudzianowski, Karol Bedorf, Marcin Różalski, Tomasz Drwal, Borys Mańkowski, Karolina Kowalkiewicz, Aslambek Saidov, Rafał Moks, Maciej Jewtuszko, Mateusz Gamrot i Anzor Azhiev.

Wstęp do Sali Ziemia jest wolny dla wszystkich. Jeśli ktoś z obecnych w piątek fanów nie będzie miał jeszcze biletów na sobotnią galę KSW 30, w strefie fana będzie możliwość wygrania ostatnich wejściówek na poznańskie wydarzenie.

Mamed Chalidow przechodzi rehabilitację po operacji. Do walk w oktagonie powróci dopiero najprawdopodobniej jesienią.

– Na razie pracujemy bardzo delikatnie. Mój fizjoterapeuta tylko mnie rozciąga, żeby mięśnie karku się nie spinały. Po dwóch miesiącach zaczniemy rehabilitację właściwą- powiedział Mamed.

Mamed Chalidow to najlepszy zawodnik w historii polskiego MMA. Nikogo takiego nigdy nie było i nigdy nie będzie.
Czeczeński wojownik w MMA stoczył 36 walk, z czego 30 wygrał,4 przegrał i 2 zremisował. Od 2010 roku od porażki z Jorge Santiago nie przegrał żadnej walki i wygrał kolejnych 10 pojedynków.Mimo tak dobrej passy szefowie KSW nigdy nie zdecydowali się wystawić Khalidova do walki o pas mistrzowski organizacji KSW w wadze średniej. Tytuł mistrzowski jest w rękach Michała Materli. Czy Materla jest jednak prawdziwym championem, absolutnym numer jeden w wadze średniej? Za całą pewnością nie. Nigdy nie sprawdził się w walce z zawodnikiem takiej klasy jak Mamed, co niewątpliwie szybko rozstrzygnęłoby do kogo powinien należeć pas mistrzowski. Niezależnie od tego, czy Mamed Khalidov posiada obecnie pas championa, czy też nie jest on niewątpliwie największą legendą MMA w Polsce i przejdzie do historii tego sportu.

Ostatnio w wywiadzie Mamed Khalidov zdradził, że w kręgach KSW przewija się nazwisko popularnego Wanderlei’a Silvy jako kolejnego zawodnika zza oceanu, który miałby zawalczyć na gali w Polsce.

Wanderlei Silva (35-12) to żywa legenda mieszanych sztuk walki. Brazylijski zawodnik rozpoczął karierę w 1997 roku, u siebie w kraju w organizacji International Vale Tudo Championships (IVC), wygrywając 5 z 6 walk a w 1999 został mistrzem IVC w wadze półciężkiej. W 1998 roku zadebiutował w UFC, które pierwszy raz gościło w Brazylii. Jego przeciwnikiem był inny znakomity brazylijski zawodnik Vitor Belfort. Silva przegrał przez TKO w 44 sekundzie. Wystąpił jeszcze dwukrotnie w UFC w 1999 i 2000 roku najpierw pokonując Tony’ego Pettarę by później przegrać na punkty z Tito Ortizem w walce o pas.

W 1999 roku zadebiutował w legendarnej japońskiej organizacji PRIDE FC. Przez kolejnych pięć lat wygrał kolejno 18 pojedynków. Pomiędzy 2001 a 2004 rokiem zdominował swoją kategorię wagową w organizacji PRIDE a od 2001 do 2007 był mistrzem PRIDE w wadze średniej. 2007 rok to powrót do UFC w której walczył do 2013 roku. Obecnie jest dożywotnio zawieszony w prawach zawodnika w największej organizacji na świecie.

Wiele jego walk przeszło do historii. Przez brutalne pojedynki w organizacji PRIDE dostał przydomek „The Axe Murder”. Na pewno jedna z ikon tego sportu. Możliwość obejrzenia popularnego Wanda w Polsce byłaby czymś niesamowitym dla kibiców znad Wisły. Jak sam Mamed Khalidov przyznał walka z Wandem to jego marzenie. Teraz pojawia się możliwość. Zawodnik jest zawieszony dożywotnio w UFC ale może występować dla innych organizacji. Walka Khalidov vs. Silva odbiła by się głośnym echem w światowych mediach MMA. „The Axe Murder” mimo swojego wieku nadal jest klasowym zawodnikiem. W sześciu ostatnich walkach Wand trzy pojedynki wygrał a trzy przegrał. Poza tym możliwość walki z zawodnikiem z czołowej dziesiątki dla Silvy byłaby atrakcyjna.

Pozostaje nam czekać na rozwój wydarzeń i jakieś konkretne informacje. Obecnie Mamed Khalidov rozpoczyna rehabilitacje po grudniowej operacji kręgosłupa. Najprawdopodobniej do oktagonu będzie mógł wrócić pod koniec roku. A pierwszym zawodnikiem w kolejce dla Mameda jest Tomasz Drwal, który przez kontuzję nie mógł stanąć naprzeciwko Mameda w grudniu ubiegłego roku na gali KSW 29 w Krakowie.

źródło: fightsport.pl

Mamed Chalidow już po operacji!

Mamed Chalidow podczas ostatniej walki w oktagonie KSW doznał poważnej kontuzji, w związku z czym musiał przejść skomplikowaną operację. Na jednym z portali społecznościowych Mamed opublikował swoje zdjęcie ze szpitala.

-Witam wszystkich serdecznie, jednak nie dało się uniknąć operacji – napisał Mamed Chalidow -Operacja się udała, czeka mnie dwa miesiące rehabilitacji, po czym wracam do treningów. Jak Bóg da w drugiej połowie roku wracam do oktagonu KSW. Dziękuje wszystkim za wsparcie- podpisał zdjęcie Mamed.

Federacja KSW pragnie poinformować, że po pierwszych konsultacjach lekarskich przeprowadzonych w Warszawie, na szczęście okazało się, że operacja kręgosłupa nie jest jedynym rozwiązaniem problemu ze zdrowiem Mameda Chalidowa.

Pojawiła się ogromna szansa, że kilkumiesięczna fizjoterapia i rehabilitacja, powinna ustabilizować kontuzjowany fragment kręgosłupa, co pozwoli gwieździe KSW powrócić do klatki już w drugiej połowie 2015 roku.

Przypominamy, że na sobotniej gali KSW 29: Reload w Krakowie, Chalidow po raz pierwszy od ponad czterech lat stoczył walkę na pełnym dystansie, wygrywając z Amerykaninem Brettem Cooperem przez jednogłośną decyzję.

Krótka drzemka Mameda w towarzystwie dwóch byłych Mr.Olympia, Ronniego Colemana i Doriana Yatesa.

Powered by ST.